List żelazny dla Romanowskiego. Co daje i czy jest dla niego korzystny?
Sąd Okręgowy w Warszawie 30 września wyraził zgodę na wydanie listu żelaznego dla Marcina Romanowskiego. Sytuacja procesowa byłego wiceministra sprawiedliwości zmieni się zasadniczo.
Na pierwszy rzut oka decyzja sądu może wyglądać jak duży sukces Marcina Romanowskiego. List żelazny ma bowiem chronić go przed tymczasowym aresztowaniem po powrocie do Polski.
Ale jego znaczenie jest bardziej skomplikowane.
Bo list żelazny nie mówi: „jesteś niewinny”.
Mówi coś zupełnie innego:
„Możesz wrócić do Polski i odpowiadać z wolnej stopy, pod warunkiem że będziesz przestrzegał określonych reguł”.
I właśnie dlatego trzeba rozdzielić korzyści dla Romanowskiego od konsekwencji dla prowadzonego śledztwa.
Czym właściwie jest list żelazny?
List żelazny to instytucja prawa karnego przeznaczona dla osoby przebywającej za granicą, która deklaruje, że wróci i będzie uczestniczyć w postępowaniu karnym z wolnej stopy.
Podstawę stanowi art. 281 Kodeksu postępowania karnego.
Zgodnie z przepisem sąd okręgowy może wydać list żelazny osobie przebywającej za granicą, jeżeli zobowiąże się ona do stawiania się w wyznaczonych terminach przed sądem lub prokuratorem i odpowiadania z wolnej stopy.
To więc swoista umowa procesowa.
Państwo daje gwarancję określonej ochrony przed pozbawieniem wolności, a osoba korzystająca z listu żelaznego zobowiązuje się do przestrzegania warunków postanowienia.
Co Romanowski zyskuje?
Najważniejsza korzyść jest oczywista.
Jeżeli decyzja sądu się uprawomocni, Romanowski może wrócić do Polski bez obawy, że po przekroczeniu granicy zostanie zatrzymany i tymczasowo aresztowany w związku z tą sprawą.
Tak decyzję sądu przedstawił jego obrońca Bartosz Lewandowski. Według niego po uprawomocnieniu się postanowienia klient nie będzie mógł zostać w Polsce zatrzymany i tymczasowo aresztowany, a Europejski Nakaz Aresztowania straci praktyczne znaczenie.
To dla Romanowskiego bardzo istotna zmiana.
Do tej pory prokuratura dysponowała instrumentami mającymi doprowadzić do jego zatrzymania i sprowadzenia do Polski. Wydano za nim list gończy oraz Europejski Nakaz Aresztowania.
List żelazny odwraca tę sytuację.
Romanowski nie musi już wybierać między pozostawaniem za granicą a ryzykiem natychmiastowego aresztowania po powrocie — oczywiście jeżeli postanowienie stanie się prawomocne i będzie respektowane.
Czy to oznacza, że ENA przestaje działać?
Tutaj trzeba uważać z uproszczeniem.
Obrońca Romanowskiego twierdzi, że po uprawomocnieniu się decyzji ENA „upada”. Sąd uznał bowiem, że wydanie listu żelaznego ma zabezpieczyć jego powrót do kraju bez zastosowania tymczasowego aresztowania.
Nie oznacza to jednak, że Europejski Nakaz Aresztowania jest równoznaczny z wyrokiem czy zarzutem winy. ENA jest instrumentem współpracy sądowej służącym m.in. do przekazania osoby między państwami.
W przypadku Romanowskiego jego podstawowy cel był związany z doprowadzeniem go do Polski.
Jeżeli sąd prawomocnie gwarantuje mu możliwość dobrowolnego powrotu i odpowiadania z wolnej stopy, sytuacja procesowa, dla której ENA był wykorzystywany, zmienia się zasadniczo.
Najważniejsze: list żelazny nie kończy śledztwa
To trzeba powiedzieć bardzo wyraźnie.
Romanowski nadal pozostaje podejrzanym w sprawie dotyczącej Funduszu Sprawiedliwości.
Wydanie listu żelaznego nie oznacza umorzenia postępowania.
Nie oznacza również stwierdzenia, że zarzuty są bezpodstawne.
Nie oznacza wreszcie, że sąd rozstrzygnął o jego winie lub niewinności.
Wręcz przeciwnie.
Jeżeli Romanowski wróci do Polski, postępowanie może być prowadzone z jego udziałem.
I właśnie ten argument pojawił się w uzasadnieniu decyzji.
Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie Anna Ptaszek przekazała, że sąd uznał wcześniejsze metody za nieskuteczne, a umożliwienie Romanowskiemu powrotu i udziału w postępowaniu może pozwolić na wyjaśnienie sprawy.
Dlaczego więc prokuratura jest przeciw?
Z punktu widzenia śledczych problem jest zasadniczy.
Romanowski przez długi czas przebywał poza Polską i był poszukiwany.
Prokuratura wskazywała, że nie ma podstaw, by uznać, iż będzie respektował warunki listu żelaznego. W ocenie prokuratora istotne znaczenie ma jego dotychczasowa postawa procesowa, w tym pozostawanie poza krajem mimo działań organów ścigania.
To tworzy klasyczny konflikt dwóch interesów.
Interes prokuratury:
zapewnić obecność podejrzanego i możliwość skutecznego prowadzenia postępowania.
Interes osoby podejrzanej:
wrócić do kraju bez ryzyka zastosowania tymczasowego aresztowania.
Sąd uznał, że w obecnej sytuacji pierwszy cel można osiągnąć poprzez drugi mechanizm.
To właśnie jest sedno dzisiejszej decyzji.
Czy list żelazny jest więc dla Romanowskiego korzystny?
Tak — procesowo jest dla niego korzystny.
Ale nie dlatego, że sąd ocenił go jako niewinnego.
Korzyść polega przede wszystkim na tym, że uzyskuje możliwość powrotu do Polski i udziału w postępowaniu bez zasadniczego ryzyka tymczasowego aresztowania, o ile spełnia warunki listu żelaznego i decyzja stanie się prawomocna.
Dla osoby przebywającej za granicą i poszukiwanej przez organy ścigania jest to bardzo istotna gwarancja.
Jednocześnie jest to korzystne dla państwa o tyle, o ile dzięki temu osoba, której nie udało się wcześniej sprowadzić przy wykorzystaniu instrumentów przymusowych, faktycznie wróci do kraju.
I tutaj pojawia się paradoks całej sprawy.
Sąd uznał, że lepiej dać gwarancję niż dalej próbować sprowadzać Romanowskiego siłą
Rzeczniczka Sądu Okręgowego wyjaśniła, że sąd uznał wcześniejsze metody za nieskuteczne.
To kluczowe.
Jeżeli ktoś pozostaje poza Polską, a zastosowane instrumenty nie doprowadziły do jego powrotu, państwo ma do wyboru dalsze próby jego sprowadzenia albo stworzenie warunków, w których powrót stanie się dla niego możliwy.
Sąd wybrał drugi wariant.
Nie oznacza to jednak, że sąd uznał dotychczasowe zachowanie Romanowskiego za prawidłowe.
Oznacza, że w ocenie sądu interes skutecznego prowadzenia postępowania może zostać lepiej zrealizowany przez umożliwienie mu powrotu na warunkach listu żelaznego.
Jest jeszcze jeden ważny problem prawny
W sprawie Romanowskiego pojawił się dodatkowy spór dotyczący tego, czy sąd może wydać list żelazny mimo sprzeciwu prokuratora.
To nie jest przypadkowa kwestia.
Obowiązujące przepisy przewidują w postępowaniu przygotowawczym możliwość wydania listu żelaznego na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu.
Tymczasem sąd w Warszawie uznał, że zastosowanie przepisu uzależniającego wydanie listu żelaznego od stanowiska prokuratora byłoby w tym przypadku sprzeczne z Konstytucją oraz prawem międzynarodowym.
I właśnie ten element może być jednym z najważniejszych punktów dalszego sporu.
Bo nie chodzi już tylko o Romanowskiego.
Chodzi o pytanie:
czy prokurator może skutecznie zablokować wydanie listu żelaznego osobie przebywającej za granicą?
Jeżeli sąd uznaje, że nie, otwiera to szerszą dyskusję o relacji między ustawowym przepisem a konstytucyjnymi gwarancjami prawa do sądu i prawami osoby podejrzanej.
Co Romanowski musi zrobić, jeśli wróci?
List żelazny nie jest bezwarunkową ochroną.
Osoba, która z niego korzysta, zobowiązuje się m.in. do stawiania się na każde wezwanie sądu lub prokuratora oraz do przestrzegania warunków określonych w postanowieniu.
Nie może również podejmować działań mających na celu utrudnianie postępowania.
Ochrona działa więc tak długo, jak długo osoba objęta listem żelaznym respektuje jego warunki.
To bardzo ważne, ponieważ list żelazny nie oznacza:
„Romanowski może wrócić i robić, co chce”.
Oznacza:
„Romanowski może wrócić i odpowiadać z wolnej stopy, ale musi podporządkować się warunkom określonym przez sąd”.
A co jeśli złamie warunki?
Wtedy gwarancja przestaje działać w sposób, w jaki działała przy prawidłowym wykonywaniu zobowiązań.
List żelazny jest bowiem związany z określonym zachowaniem osoby, która go otrzymała.
Jeżeli podejrzany lub oskarżony przestaje respektować warunki, pojawia się możliwość zastosowania przewidzianych prawem konsekwencji.
Dlatego z punktu widzenia Romanowskiego największym problemem nie jest sam powrót.
Problemem byłoby naruszenie warunków, na których ten powrót jest możliwy.
Czy list żelazny utrudni prokuraturze prowadzenie sprawy?
Nie musi.
I to jest najważniejszy argument przeciwko prostemu przedstawianiu dzisiejszej decyzji jako „porażki śledczych”.
Jeżeli Romanowski wróci do Polski, prokuratura zyska coś, czego wcześniej nie miała:
bezpośredni udział podejrzanego w postępowaniu.
Możliwe będą jego przesłuchania, konfrontowanie jego wyjaśnień z materiałem dowodowym i wykonywanie innych czynności procesowych z jego udziałem.
Dlatego paradoksalnie list żelazny może zwiększyć możliwości prowadzenia postępowania, jeżeli jego podstawowym problemem była nieobecność podejrzanego w kraju.
Ale dla prokuratury pozostaje jeden zasadniczy problem
Śledczy tracą jedno z najważniejszych narzędzi nacisku procesowego — możliwość wykorzystania tymczasowego aresztowania w sposób, przed którym chroni list żelazny.
To oznacza, że po powrocie Romanowski będzie odpowiadał z wolnej stopy, a nie z aresztu.
Dlatego z punktu widzenia prokuratury decyzja może być niekorzystna w zakresie środków zapobiegawczych.
Jednocześnie może być korzystna z punktu widzenia samego celu postępowania, jeżeli doprowadzi do jego powrotu.
I właśnie dlatego określenie „porażka śledczych” jest oceną, a nie prostym opisem skutku prawnego.
Co wydarzy się teraz?
Pierwsza rzecz jest najważniejsza:
decyzja nie jest jeszcze prawomocna.
Prokuratura zapowiedziała złożenie zażalenia.
Oznacza to, że sytuacja może się jeszcze zmienić.
Jeżeli postanowienie zostanie utrzymane, Romanowski otrzyma realną możliwość powrotu do Polski na warunkach wynikających z listu żelaznego.
Jeżeli zostanie uchylone, dzisiejsza decyzja nie da mu trwałej ochrony, o którą zabiegał.
Dlatego na tym etapie nie można jeszcze mówić, że Romanowski definitywnie „wraca do Polski”.
Można powiedzieć coś bardziej precyzyjnego:
sąd pierwszej instancji stworzył mu prawną możliwość powrotu bez tymczasowego aresztowania, ale decyzja wymaga jeszcze kontroli instancyjnej.
Co ta decyzja naprawdę zmienia?
Najprościej można to przedstawić w czterech punktach.
Przed decyzją:
Romanowski pozostawał poza Polską, był poszukiwany i objęty instrumentami mającymi doprowadzić do jego sprowadzenia.
Po prawomocnym utrzymaniu listu żelaznego:
może wrócić do Polski i uczestniczyć w postępowaniu z wolnej stopy.
Czego list żelazny nie zmienia:
nie kończy śledztwa, nie uchyla zarzutów i nie przesądza o odpowiedzialności karnej.
Co może się zmienić dla prokuratury:
zamiast prowadzić postępowanie bez obecności Romanowskiego, może uzyskać możliwość prowadzenia go z jego udziałem — ale bez możliwości zastosowania wobec niego tymczasowego aresztowania wbrew gwarancji listu żelaznego, dopóki ochrona obowiązuje.
Wniosek
Dzisiejszej decyzji nie da się uczciwie opisać jednym słowem jako „sukcesu” albo „porażki”.
Dla Romanowskiego list żelazny jest korzystny, ponieważ daje mu ochronę przed tymczasowym aresztowaniem po powrocie do Polski, jeśli decyzja się uprawomocni i będzie przestrzegał warunków.
Dla prokuratury jest to ograniczenie możliwości stosowania środków przymusu wobec podejrzanego.
Ale jednocześnie list żelazny może rozwiązać podstawowy problem śledczych: jego nieobecność w Polsce.
Dlatego największe znaczenie tej decyzji nie polega na tym, że Romanowski „wygrał sprawę”.
Nie wygrał sprawy karnej.
Uzyskał natomiast coś znacznie bardziej konkretnego: sądową gwarancję, że może wrócić i bronić się w Polsce z wolnej stopy.
Czy rzeczywiście z tej możliwości skorzysta — i czy decyzja pozostanie w mocy — to już kolejny etap tej sprawy.
