Skrócony czas pracy. Kontrowersje wokół listy beneficjentów: „Większość to urzędy”
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło listę 90 podmiotów, które wezmą udział w pilotażowym programie skrócenia czasu pracy z zachowaniem wynagrodzenia. Program, którego koszt w 2026 roku wyniesie blisko 50 mln złotych, obejmie ponad 5 tys. pracowników. Publikacja listy beneficjentów wywołała falę krytyki w internecie, głównie ze względu na dominującą obecność instytucji publicznych.
Zasady i cel pilotażu
Jak poinformowało ministerstwo, do naboru zgłosiło się 1994 przedsiębiorstw i instytucji, co oznacza, że do programu zakwalifikowało się niecałe 5% chętnych. Wyłoniona grupa 90 pracodawców będzie testować różne formy skracania czasu pracy przy jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowego poziomu wynagrodzeń.
Program ma charakter badawczy i oddolny. Według resortu, po 107 latach obowiązywania ośmiogodzinnego dnia pracy nadszedł „czas pójść naprzód”. Ministra Agnieszka Dziemianowicz-Bąk określiła projekt jako „krok cywilizacyjny”, mający wspierać m.in. starszych pracowników i kobiety chcące łączyć życie zawodowe z rodzinnym.
Zasadniczy etap pilotażu rozpocznie się 1 stycznia 2026 roku i potrwa rok.
- Pierwsze półrocze (styczeń – czerwiec 2026): Czas pracy zostanie skrócony o 10%.
- Drugie półrocze (lipiec – grudzień 2026): Skrócenie czasu pracy wyniesie co najmniej 20%.
Przez cały ten czas ministerstwo będzie zbierać dane od pracodawców i pracowników, które posłużą do stworzenia raportu podsumowującego i analizy możliwości wprowadzenia podobnych rozwiązań na szerszą skalę.
Warunki finansowania
Całkowity koszt pilotażu to 49 999 291 zł. Podmioty biorące w nim udział mogą liczyć na dofinansowanie w wysokości maksymalnie 1 mln zł, jednak nie więcej niż 20 tys. zł w przeliczeniu na jednego pracownika objętego programem.
Aby wziąć udział, firmy i instytucje musiały spełnić szereg warunków, m.in.:
- Prowadzić działalność od co najmniej roku.
- Zatrudniać co najmniej 75% pracowników na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru lub mianowania.
- Objąć programem co najmniej 50% załogi.
- Zobowiązać się do braku pogorszenia warunków zatrudnienia i wynagrodzeń.
- Utrzymać zatrudnienie na poziomie nie niższym niż 90% stanu początkowego.
Kontrowersje wokół listy beneficjentów
Krótko po ogłoszeniu wyników naboru, w sieci wybuchła dyskusja dotycząca struktury podmiotów, które otrzymają dofinansowanie. Punktem zapalnym okazał się fakt, że znaczną część listy stanowią jednostki sektora publicznego i samorządowego.
Wśród beneficjentów znalazły się m.in. gmina Wleń, gmina Krośnice, Urząd Miasta Ustka, powiat piotrkowski, Starostwo Powiatowe w Głubczycach, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi czy Wodociągi Chrzanowskie.
Na dysproporcje zwrócił uwagę m.in. Andrzej Andrysiak, prezes Rady Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.
„Na 90 podmiotów 53 to urzędy lub jednostki podległe (w większości samorządy) – spółki, domy kultury, MOPS-y, itp. To 58,88 proc. zakwalifikowanych podmiotów. Suma finansowania pilotażu to 49 999 291 zł. Urzędy i jednostki podległe dostały razem 37 242 193 mln zł. Czyli 74,48 proc. całej kasy” – wyliczył Andrysiak na platformie X.
Krytyczne głosy pojawiły się również ze strony innych komentatorów. Doradczyni podatkowa Małgorzata Samborska wyraziła wątpliwości, czy niektóre z zawodów (finansowanych z publicznych pieniędzy) w ogóle powinny być obejmowane skróconym czasem pracy. Komentatorka polityczna Kataryna stwierdziła z kolei, że nie rozumie, dlaczego z publicznych pieniędzy „zatrudnieni za publiczne pieniądze urzędnicy będą mieli dodatkowy dzień wolny w tygodniu”. W mediach społecznościowych pojawiły się liczne komentarze zarzucające ministerstwu „położenie dobrego pomysłu” przez faworyzowanie sektora publicznego w rozdysponowaniu środków.
