Dziura w budżecie rośnie w oczach. Rząd pokazał brutalne dane i zapaliła się czerwona lampka
Ministerstwo Finansów zaserwowało opinii publicznej zimny prysznic w postaci danych o stanie budżetu państwa. Po wrześniu 2025 roku minus w kasie państwa przekroczył astronomiczną kwotę 200 miliardów złotych, co stanowi już blisko 70% całorocznego planu. Te liczby to nie tylko sucha statystyka, to sygnał ostrzegawczy, że finansowa układanka rządu staje się coraz bardziej skomplikowana.
Budżet państwa po trzech kwartałach 2025 roku wygląda jak bilans firmy, która ma poważne problemy z płynnością. Resort finansów opublikował dane, które muszą budzić niepokój. Oficjalny deficyt wyniósł 201,4 mld zł, co oznacza, że rząd w dziewięć miesięcy zrealizował 69,8 proc. planowanej na cały rok dziury budżetowej. To tempo, które każe zadać pytanie: czy na pewno wszystko jest pod kontrolą?
Dochody w dół, czyli skąd ten problem?
Na pierwszy rzut oka dane o dochodach wyglądają alarmująco. Do kasy państwa wpłynęło łącznie 415,5 mld zł, czyli zaledwie 65,7 proc. rocznego planu. Co gorsza, w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, dochody są niższe aż o 44,6 mld zł (spadek o 9,7 proc.).
Diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Gdy przyjrzymy się poszczególnym podatkom, obraz staje się bardziej skomplikowany:
- Podatek VAT: Wpływy wyniosły 240,3 mld zł i są wyższe o 10,6 proc. rok do roku. To sygnał, że konsumpcja wciąż ma się nieźle.
- Akcyza: Wzrost o 3,2 proc. do poziomu 67,9 mld zł, częściowo napędzany podwyżką stawek na alkohol.
- Podatek CIT: Firmy wpłaciły 48,1 mld zł, czyli o 6,4 proc. więcej niż rok wcześniej.
Gdzie w takim razie jest problem? W podatku PIT. Dochody budżetu państwa z tego tytułu są dramatycznie niższe. Ministerstwo Finansów samo jednak studzi emocje i wyjaśnia, że to efekt reformy finansowania samorządów. Znacznie większa część pieniędzy z PIT trafia teraz bezpośrednio do kas Jednostek Samorządu Terytorialnego (JST). W rezultacie, choć budżet centralny notuje spadek, całkowite wpływy z PIT (budżet + samorządy) wyniosły 140,2 mld zł i były wyższe o 13,9 proc. niż rok temu. To kluczowa informacja, która pokazuje, że mamy do czynienia bardziej z przesunięciem pieniędzy niż z ich zniknięciem.
Przeczytaj także: Skrócony czas pracy. Na czym polega?
Wydatki bez hamulców. Na co rząd wydaje nasze pieniądze?
O ile po stronie dochodów obraz jest niejednoznaczny, o tyle strona wydatkowa nie pozostawia złudzeń – rząd wydaje więcej i to znacznie. Do końca września z kasy państwa wypłynęło 617 mld zł, czyli o 49,5 mld zł (8,7 proc.) więcej niż w tym samym okresie 2024 roku.
To prawdziwy strumień pieniędzy. Analiza głównych pozycji wydatkowych pokazuje priorytety rządu i skalę finansowych wyzwań:
- Zakład Ubezpieczeń Społecznych: Największa pozycja, pochłaniająca 133,2 mld zł (wzrost o 8,5 mld zł rdr).
- Obrona Narodowa: Na armię wydano 70,6 mld zł (wzrost o 4,4 mld zł rdr).
- Obsługa długu Skarbu Państwa: Koszty rosną, wyniosły już 45,8 mld zł (wzrost o 6,2 mld zł rdr).
- Zdrowie: Ogromny wzrost wydatków o 18 mld zł rok do roku, do poziomu 35,3 mld zł. To pokazuje skalę dofinansowania systemu opieki zdrowotnej.
- Wpłata do UE: Składka członkowska kosztowała nas 26,3 mld zł (wzrost o 2,4 mld zł rdr).
Brutalne dane Ministerstwa Finansów pokazują, że finanse publiczne znajdują się w delikatnym momencie. Rosnące wydatki, napędzane obietnicami socjalnymi, zbrojeniami i coraz droższą obsługą długu, zderzają się z dochodami, które w budżecie centralnym nie nadążają za tym tempem. Ostatni kwartał roku będzie prawdziwym testem dla ministra finansów i jego zdolności do utrzymania budżetowej dyscypliny.
