Tusk: „Paskudna narracja”. Premier ucina plotki o paliwie
Donald Tusk nie wytrzymał i wprost odniósł się do krążących w sieci teorii o rzekomych brakach paliwa w Polsce. Podczas posiedzenia rządu jasno stwierdził, że ktoś próbuje rozkręcić „paskudną narrację”, która ma wywołać niepokój i sztucznie podgrzać atmosferę.
Według premiera problemu z zapasami nie ma. Paliwo jest, rezerwy są zabezpieczone, a łańcuch dostaw działa normalnie. Krótko mówiąc: nie ma powodów do paniki i nie ma sensu robić zapasów „na wszelki wypadek”.
Panika nakręca panikę
Tusk zwrócił uwagę na mechanizm, który w takich sytuacjach często się powtarza. Wystarczy kilka alarmistycznych wpisów w mediach społecznościowych, kilka sugestii o możliwych brakach – i ludzie zaczynają szturmować stacje. A to właśnie wtedy mogą pojawić się lokalne problemy.
Premier przekonuje, że w tej chwili mówimy bardziej o politycznej grze i straszeniu społeczeństwa niż o realnym zagrożeniu. Jego zdaniem ktoś próbuje wykorzystać międzynarodowe napięcia do siania niepewności w kraju.
Wojna na świecie, spokój w kraju
Nie da się ukryć, że sytuacja geopolityczna jest napięta, a konflikt na Bliskim Wschodzie budzi emocje. Ale – jak podkreśla szef rządu – to nie oznacza automatycznie, że Polska stoi przed kryzysem paliwowym.
Dostawy nie są zagrożone, a państwo ma narzędzia, by reagować w razie wahań cen czy problemów rynkowych. Tusk przyznaje, że ceny na światowych rynkach mogą się zmieniać, ale to co innego niż fizyczny brak paliwa na stacjach.
Jasny przekaz: bez histerii
Przekaz z rządu jest prosty: nie ma powodów do histerii. Plotki o kończących się zapasach to – w ocenie premiera – element politycznej rozgrywki.
Czy temat szybko ucichnie? To zależy, czy emocje wygrają z faktami. Na razie rząd wysyła jasny sygnał: paliwo jest, państwo działa, a straszenie kryzysem to gra na nerwach.
